Witam, cześć i czołem! :)
Ostatnio dużo czytałam i trochę
słyszałam o maseczce na wągry z żelatyny! A z racji tego, że mam
absolutnego fioła na punkcie maseczek, to postanowiłam spróbować.
Do małego garnka wlałam 2 łyżki
mleka i dodała taką samą ilość żelatyny. Podgrzałam w taki
sposób, by żelatyna się rozpuściła. Poczekałam chwilę, aby
miksturka wystygła, ale niezbyt długo, aby nie zastygła, a zastyga
szybko.
No i do dzieła! Pełna ochoty wzięłam
garnek do łazienki i stanęłam przed lustrem. I była jedna rzecz
która całkowicie mnie odrzucała – zapach! O nie, totalnie i
boleśnie nie przypadł mi do gustu, ale cóż, wszystko było
gotowe. Nie było już odwrotu, zwłaszcza, że dostałabym po uszach
od mamy, gdybym to wyrzuciła, auć! (jest zdania, że to tylko
marnowanie produktów).
Nałożyłam ją na twarz i chodziłam
pod domu z dumnie wyprostowanymi plecami i czymś klejącym na
twarzy. Dam sobie rękę uciąć, że gdyby ktoś zapukał do drzwi,
a ja bym otworzyła – krzyknąłby ze strachu. Nie szczycę się,
że bez maseczki wyglądam lepiej – być może wstyd im krzyczeć
;)
W każdym bądź razie, to po kilku
minutach byłam totalnie przerażona, bo maseczka zeschła tak
twardo, iż z trudem mogłam mówić i się uśmiechać, a gdy to już
zrobiłam – bolało. Nie wspomnę już o tym, że nie mogłam
otworzyć ust, aby zjeść michałka, którego potem ukradł mi
bratanek! A niech to! ;)
Perspektywa noszenia tego 20 minut nie
wydawała mi się kolorowa, nawet, gdybym ubrała różowe okulary.
Ale przenosiłam to.
Brzydki zapach, skamieniała twarz i
utracony michałek to zupełnie nic przy ściąganiu tej maseczki.
Powiem tylko tyle, że bolało mnie jak nigdy – nie wiem jak inni
to znoszą, różne są osoby i każdy czuje inaczej.
Kiedy zrobiłam maseczkę na wągry z
sody oczyszczonej po raz pierwszy – efekt zobaczyłam od razu, a
przy maseczce z żelatyny trochę się wycierpiałam i żadnych efektów. No nic,
zostanę przy maseczce z sodą, a tą sobie podaruję.
A wy robiłyście kiedyś maseczkę z
żelatyny? Jeśli tak, to jak to odczułyście, lubicie ją, czy nie?
Miłego wieczoru !
Jeżeli post wam się podoba, to kliknijcie chociaż reakcję pod spodem lub zostawcie komentarz, to naprawdę motywujące do pisania kolejnych postów i jest bardzo miłe :) xx
Uwielbiam Twojego bloga :)
OdpowiedzUsuńja miałam to samo, cholernie bolało jak ściągałam i nawet łzy mi same poleciały haha ale efektów tez nic nie widziałam ew
OdpowiedzUsuńDobrze, że napisałaś, czyli już nie spróbuję tej maseczki :<
OdpowiedzUsuńStosowalam maseczke z zelatyny juz z cztery razy i u mnie widac efekty. Jedynym sposobem na zapach są olejki- pichtowy, lawendowy. Osobiscie nakladam ja tylko na strefe T i wszystko swietnie sie urywa. Po calym zabiegu najlepiej przejechac kostka lodu po miejscu pielegnowanym, zeby zamknac pory :)
OdpowiedzUsuń